Umarła w czasie przyszłym

Ludzie organizują dla swoich umierających psów ostanie spacery niosąc je na rękach i zapraszając ludzi, którzy tłumnie przychodząc i popierając inicjatywę przyprowadzają swoich pupili…

A ja nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś mnie trzymał za rękę.

Zapytał jak minął mi dzień.

Życzył dobrej nocy.

Uśmiechnął się życzliwie.

Uratuj

mnie

Wystarczy chcieć. Odwagi.

Patrzę ze spokojem na moje cztery ściany, moje własne cztery ściany… Moje namacalne marzenie, spełnione. Po tylu latach, po wyrzeczeniach, nieprzespanych nocach, po tylu snach na jawie, że oto mam swoje własne m… Oto i one. A w nim ja. To nawet nie szczęście, to coś tak przyjemnie pozytywnego, rozlewa się po moim umyśle, ta świadomość, że mam swoje miejsce na ziemi, swój kąt, swoje zacisze…

Myśl, że to moje, wcale nie przychodzi tak łatwo, jakby wiara miała oznaczać koniec, pęknięcie pięknej bańki… Ale ona nie pęknie, będzie przecież trwać. Ja w niej trwam. Sama, szczęśliwa, niezależna, zapracowana, uśmiechnięta…moje dziwne sny wcale się nie skończyły, z braku czasu na cokolwiek, śpię jednym okiem albo wcale. Stres dopiero powoli, jak ślimak wyprowadza się z mojego ciała… brakuję trochę czegoś. Ale nie będę narzekać. Będę się cieszyć i każdego dnia po trochu wierzyć bardziej, że marzenia mogą się spełnić. Te najbardziej wydawałoby się nie do spełnienia też. Wystarczy chcieć? Tak. Chcieć i bardzo mocno robić wszystko żeby się spełniło. :)

listy do a.

Kocham Cię bardziej niż siostrę, jednocześnie nie znoszę Twojej pewności siebie, tej wiedzy i doświadczenia, którym karmisz mnie, podtrzymując przy życiu. Jestem od Ciebie zależna. Kurwa, czy ty zdajesz sobie z tego sprawę? Że nie zwariowałam do końca bo mam Ciebie? Tylko Ciebie? Że jesteś jedyną osobą, którą kocham? Nikogo nie obdarzyłam tak mocnym uczuciem, nikomu tyle nie zawdzięczam co Tobie. Gdybyś wiedziała, czy stałabyś się próżna…? Nie… to do Ciebie nie pasuje. Nie umiesz być próżna. Co najwyżej krnąbrna. Czasami niepoukładana, bałaganiara, która ma porządek w głowie i sercu. Jak udaje Ci się to wszystko ogarniać i nie zwariować? Godzić pracę z domem, dzieckiem, ziwerzakiem i facetem, ach, tak ukochanym i nieprzewidywalnym… Zazdroszczę Ci niemal za każdym razem, że masz to wszystko, że umiesz to wszystko chcieć mieć, i trzymać w kupie, bez żadnego wysiłku…

Nie dorównam Ci, nawet się nie staram. Boli mnie tylko czasami że musisz mnie słuchać, może chcesz, ale to mnie boli, że kaleczę swoją niedoskonałością Twoje fajne życie, że czasami zabieram Ci czas, że plączę się myślami, a ty mimo wszystko, mimo upływu lat chcesz mi pomagać, chcesz rozmawiać i mnie podtrzymywać na duchu, pokazywać inne drogi rozwiązania… ja widzę tylko śmierć, a Ty zupełnie nieświadoma mnie ratujesz. Słyszysz? Ratujesz mnie. Co roku mnie ratujesz przed śmiercią.

Boli fakt, że jak w burzy piaskowej wypełniam szczelinki Twoich myśli, nieuporządkowane, posklejane jakby lepkim miodem, nie chcę żebyś karmiła się nimi. Żebyś cierpiała. Cierpiała byś po moim odejściu? Pewnie tak.

Ostatni powiedziałaś mi, że odetchnęłaś z ulgą, bo gdy kupie mieszkanie będziesz miała pewność że nie skończę ze sobą… To na swój dziwaczny sposób było miłe. Nikt mi nie mówi miłych słów. Dla nikogo nie jestem ważna. Nikt mnie nie potrzebuje. Bo i po co? Do czego? To masochistyczne znać kogoś takiego jak ja. Ostatnio usłyszałam od bliskiej mi osoby, że czasami jestem zbyt absorbująca, zbyt wylewna, rozgadana… Czy ktoś żyje w takim odosobnieniu jak ja? Ktoś wie, jak to jest nie odezwać się do nikogo słowem przez 3 dni? Czy ktoś wie jak ciężko jest, w powszechnie uważanym pięknym wieku być tak na wskroś samotną? Na tyle samotną i niepewną, żeby pieprzyć się z kolega, w całkowitym przekonaniu, że nikt mnie nie chce? Czuję się jak śmieć A. , nawet gorzej, jak niepotrzebna, i zużyta rzecz, przedmiot wywalony na śmietnik. Nikt mnie nie potrzebuje, nie jestem nic warta…mimo to, Ty wciąż jesteś. Dziękuję to za mało. Powiedzieć tego nie umiem. Jestem tchórzem.

Najdroższa, kryształy błyszczą już w kredensie…

Trudne czasy, bardzo samotne.

Ogarnia mnie, znów, smutek na mój notoryczny brak faceta na stałe, a przeraża fakt, że znów znajdując sobie ff zamykam się na mężczyzn, z którymi mogłabym być nie tylko dla seksu. Cóż, przyjaciel jest ok, uwielbiam z nim rozmawiać, w łóżku nie jest do końca w moim typie, jestem chyba zbyt temperamentna, jednak by nie zostać wtórną dziewica spotykam się z nim raz na jakiś czas.

Mój temperament byłby w pełni zaspokojony raz dziennie, ale to niemożliwe, realna ja puka się w głowę twierdząc, że raz w tygodniu byłby już super a rzeczywistość krzyczy: „zapomnij!” i krzyczy tak głośno, że nie mogę spać w nocy. I seksu też uprawiać nie mogę, no bo z kim? Ff’a nie mogę zapraszać codziennie… Cóż. Nawet nie wiem, czy mogę o sobie mówić (i czy chcę…), że jestem żałosna, bo zamiast znaleźć sobie kogoś nie tylko do rozmowy i bzykania, tego nie robię, wybierając łatwiejsze rozwiązanie i bezpieczniejsze, bo w końcu ff mnie nie porzuci…

Znajomi świętują w rodzinach, parami, ja mam tylko wino w lodówce. Takie to u mnie są święta.